Wprowadzenie
Tuż po II wojnie światowej granica wróciła na mapę, a wraz z nią niepewność. Początkowo nie było regularnego przejścia. Ludzie przechodzili „na dziko”, bo rodziny, pola i znajomości często zostawały po drugiej stronie rzeki. Z czasem państwo zaczęło uszczelniać pogranicze: pojawiły się posterunki, patrole, przepustki i obowiązek zgłaszania gości. W strefie nadgranicznej życie miało własne zasady: nocny spacer w pobliżu Piotrówki mógł skończyć się legitymowaniem, a rolnicy z ziemią po drugiej stronie musieli tłumaczyć każdy wyjazd. Handel przygraniczny ograniczano, a kawa, czekolada czy buty zza lady po drugiej stronie granicy były często towarem marzeń. Wspomnienia mieszkańców mówią o stresie na odprawie i o radości z zakupów w Czechosłowacji. Tutaj zaopatrzenie sklepowych półek było nieco lepsze.
W latach 40. i 50. przejście wyglądało skromnie: szlaban, mała budka strażnicza, tablice ostrzegawcze i pas kontrolny. A jednak - nawet w tej surowej rzeczywistości ludzie robili wszystko, by utrzymać kontakty. W 1960 r. powstało przejście małego ruchu granicznego: dostępne głównie dla osób z okolicznych miejscowości, którzy mogli liczyć na przepustki. Dla wielu była to mała furtka do innego świata - szybkich odwiedzin, rodzinnych uroczystości i drobnych zakupów.
Prawdziwa zmiana nastąpiła po przełomie ustrojowym i rozpadzie Czechosłowacji (1993). Zaczęły się rozmowy o modernizacji, budowie infrastruktury i szerszym otwarciu. 1 sierpnia 1998 powstał nowy obiekt, a przejście przeszło drogę od lokalnej bramy do punktu, który w marcu 2007 r. stał się ogólnodostępny. Kilka miesięcy później, wraz z wejściem obu krajów strefy Schengen (21 grudnia 2007 r.), szlabany symbolicznie podniesiono. Otwarcie granicy było wielkim wydarzeniem. Od tego momentu granicę można przekraczać swobodnie, bez żadnych kontroli.
Dziś Gołkowice-Zawada to codzienna trasa do pracy, do rodziny i na zakupy, a pogranicze żyje współpracą: od sportu i kultury po partnerstwa samorządów i projekty wspierane przez Euroregion Śląsk Cieszyński. Historia jednak przypomina, że swoboda nie jest dana raz na zawsze - w 2020 r. pandemia koronawirusa SARS-CoV-2. W ramach ograniczeń epidemicznych ponownie przywrócono kontrole graniczne. Wiele lokalnych przejść zostało czasowo zamkniętych lub zablokowanych.
Obecnie przejście Gołkowice-Zawada to miejsce otwarte i przyjazne, sprzyjające codziennym kontaktom, turystyce i współpracy transgranicznej, która rozwija się jak nigdy wcześniej. Droga do tego nie była łatwa. Warto pamiętać w tym miejscu o ludziach, którzy przez dekady uczyli się tutaj żyć, pomiędzy państwami, systemami i epokami.
Jeśli zaciekawiła Cię historia tego przejścia, zapraszamy do lektury pełnego opracowania - poniżej.
Od szlabanów do Schengen: Dzieje przejścia Gołkowice-Zawada
Przejście graniczne Gołkowice-Zavada łączy polską gminę Godów z czeską miejscowością Zavada w gminie Petrovice u Karvine. Ma bogatą historię, a jego dostępność zmieniała się na przestrzeni lat w zależności od umów międzynarodowych.
Restrykcyjne kontrole w okresie powojennym
Po zakończeniu II wojny światowej granica między Polską a Czechosłowacją została przywrócona na odcinku Śląska Cieszyńskiego, w tym w rejonie Gołkowic (PL) i Zavady (CS). Po wkroczeniu Armii Czerwonej administrację po obu stronach granicy przejęły nowe władze komunistyczne. Pod naciskiem Józefa Stalina, granica między Polską a Czechosłowacją formalnie wróciła do stanu sprzed 1 października 1938 r. (przebiegała tutaj m.in. rzekami Olzą i Piotrówką, zależnie od odcinka). W pierwszych powojennych miesiącach panował chaos: przemarsze wojsk, repatriacje, przemyt, nielegalne przekroczenia granicy. Bezpośrednio po zakończeniu wojny nie było tutaj standardowego przejścia dla mieszkańców, także tych zamieszkujących pas przygraniczny. Miejscowa ludność, często spokrewniona po obu stronach rzeki, próbowała utrzymywać kontakty mimo rosnących ograniczeń. Przejście na drugą stronę odbywało się niejako „na dziko”. Ruch był chaotyczny, słabo kontrolowany.
Rzeczywistość powojenna to czas dużych napięć, zmian politycznych i stopniowego „uszczelniania” granicy. Pod koniec 1946 r. zaczęto ją ujmować w ścisłe ramy organizacyjne. Granica stała się realną barierą, mimo że oba kraje należały do jednego obozu politycznego. Mimo „sojuszu” była pilnie kontrolowana. Wówczas najbardziej strzeżona strefa nadgraniczna obejmowała wąski pas o szerokości od 2 do 6 kilometrów od linii granicy państwowej. W przypadku strony polskiej do strefy należały Gołkowice, Skrbeńsko, Godów, Łaziska. Po stronie czechosłowackiej: Zawada (Závada), Piotrowice koło Karwiny (Petrovice u Karviné). Pojawiły się posterunki straży granicznej i system przepustek. W dowodach osobistych mieszkańców strefy znajdowała się specjalna adnotacja lub pieczątka potwierdzająca zameldowanie w pasie granicznym. Każdy gość przyjeżdżający do rodziny w Gołkowicach czy Zawadzie musiał zostać zgłoszony w placówce Wojsk Ochrony Pogranicza lub na milicji w ciągu 24 godzin. Rodziny rozdzielone granicą potrzebowały specjalnych zezwoleń na odwiedziny. Niełatwa była także uprawa ziemi. Rolnicy, których pola znalazły się po drugiej stronie, mieli utrudniony dostęp. Każde przekroczenie granicy wymagało dokumentów i kontroli. Przemieszczanie się w nocy w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki Piotrówki często kończyło się legitymowaniem przez patrol WOP-istów. Wówczas nie wyciągało się paszportu (te zazwyczaj leżały w depozycie na komendzie Milicji Obywatelskiej). Ograniczono handel przygraniczny. Zwalczano przemyt (żywności, alkoholu, towarów deficytowych). Granica w Gołkowicach nie była tak silnie ufortyfikowana jak granica z RFN czy Austrią, ale lokalnie funkcjonowała jak „twarda” granica państwowa.
Szlaban, mała budka strażnicza i tablice ostrzegawcze
W latach 1945-1960 przejście w Gołkowicach nie było dużym, nowoczesnym punktem granicznym - miało raczej charakter lokalny, drogowy, z infrastrukturą typową dla powojennej granicy państw socjalistycznych. Wyznaczały ją słupy graniczne, pomiędzy którymi przebiegał pas kontrolny - teren utrzymywany w czystości, aby było widać ślady pozostawione przez ewentualnych śmiałków próbujących przedostać się na drugą stronę. W niektórych miejscach znajdowały się rowy lub naturalne przeszkody terenowe (miedze, cieki wodne). Zwracano uwagę na potencjalne akty dywersji. Kontrolowano uszkodzenia słupów elektrycznych czy telekomunikacyjnych. Zwracano także uwagę na próby komunikacji świetlnej między stronami, które były sposobem komunikacji i nierzadko przygotowaniem do sforsowania granicy. W przeciwieństwie do granicy zachodniej nie stosowano na szeroką skalę pól minowych czy stałych zasieków. Pogranicznicy używali jednak przenośne zapory, kolczatki przy drogach czy blokady drogowe. Na drodze prowadzącej z Gołkowic do Zavady znajdował się szlaban, mała budka strażnicza i tablice ostrzegawcze. Po stronie polskiej funkcjonował posterunek formacji granicznej, nieco później Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP). Budynek był niewielki, parterowy, z pomieszczeniem służbowym, miejscem do kontroli dokumentów, często z izbą zatrzymań. WOP prowadził kontrolę paszportową, ewidencję ruchu, patrole piesze wzdłuż granicy. Całością kierował dowódca strażnicy (oficer lub podoficer). Działały sekcje patrolowe i wartownia. W latach powojennych obawiano się ucieczek na Zachód przez Czechosłowację. Codziennością była kontrola przemytu żywności, alkoholu, tekstyliów, towarów deficytowych. Przekroczenia granicy odbywały się głównie pieszo lub furmanką, sporadycznie samochodem. Ruch był niewielki i ściśle kontrolowany. Po śmierci Stalina (1953) napięcie w bloku wschodnim zaczęło powoli maleć. Kontrole nadal istniały, ale atmosfera była mniej represyjna. Rozwijano oficjalne kontakty między „bratnimi narodami”.
- Na początku lat pięćdziesiątych po drugiej stronie granicy mama miała koleżankę, Eliškę. Próbowałyśmy ją odwiedzić - wspomina Danuta Brzemia z Godowa. - W Polsce nie mieliśmy dostępu do wielu produktów, które można było kupić po drugiej stronie granicy. To nas kusiło. Marzyłyśmy o konkretnych zakupach. Konieczna była przepustka. Nie każdy mógł ją dostać. Wydawano ją tylko z ważnych przyczyn, najczęściej dotyczących choroby bliskich mieszkających za granicą, wesela czy pogrzebu. Mama jednak coś wykombinowała i przepustkę zdobyła. W niemałym stresie przez granicę w Gołkowicach przedostałyśmy się do Czechosłowacji. Na granicy pracował bardzo rygorystyczny celnik, pan Nowak, i celniczka, pani Promna, co znacznie komplikowało wyprawę. Nie mieliśmy czeskiej waluty, więc na plecach nieśliśmy towar na sprzedaż. Ostatecznie się udało. Pani Eliška i jej mąż w Karwinie kupili nam nowe buciki, śliczne - czerwone, z białymi wstawkami i paskiem, a do tego były podkolanówki. Pamiętam, że często przywoziło się także owerole, koronki i materiał na sukienki. Takie rzeczy w Polsce było wówczas nieosiągalne. Podobnie jak tornistry, które moim rówieśnikom kupowali rodzice pracujący w czeskich PGR-ach. Ja zaś miałam tornister wykonany przez tatę z taśmy przemysłowej. Pomalował go czerwoną farbą i byłam szczęśliwa - relacjonuje pani Danuta.
Przejście Małego Ruchu Granicznego
W 1960 r. granica wciąż była kontrolowana, ale funkcjonowała już bardziej stabilnie jako element ustalonego porządku politycznego Europy Środkowej. W Gołkowicach utworzono przejście małego ruchu granicznego pierwszej kategorii. Z przejścia na drugą stronę mogły skorzystać osoby zameldowane na stałe w gminach bezpośrednio przylegających do granicy. Mogli ją przekroczyć mieszkańcy miejscowości oddalonych do 15 km od pasa granicznego: Gołkowic, Godowa, Skrzyszowa, Mszany, Zebrzydowic, Wodzisławia Śląskiego, Jastrzębia-Zdroju, Rydułtów, Pszowa, Rybnika (część miasta). Po stronie czechosłowackiej były to Závada, Petrovice u Karviné, Karviná, Bohumín, Orlová. Samo miejsce zamieszkania jednak nie wystarczyło. Konieczne było posiadanie przepustki stałej lub czasowej. Wydawał je organ paszportowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych działający w strukturach Milicji Obywatelskiej. Mieszkańcy zgłaszali się w tej sprawie do Komendy MO w Wodzisławiu-Śląskim. Przepustki wydawano rolnikom posiadającym pole po drugiej stronie granicy oraz osobom odwiedzającym krewnych w strefie nadgranicznej. Ważnym powodem były także uroczystości religijne czy pogrzeby. W praktyce dla mieszkańców Gołkowic, Skrbeńska czy Godowa przejście to było oknem na świat, pozwalającym na szybkie zakupy, choć celnicy pilnowali limitów na kawę, czekoladę czy buty. Ruch na przejściu nie był zbyt duży. - Pracowała tutaj wówczas kuzynka mojej żony. Szczerze mówiąc, miała niewiele do roboty, nudziła się nieziemsko. Przejście graniczne było rzadko wykorzystywane przez mieszkańców. Bywałem u niej, wypiliśmy herbatę i pogadaliśmy trochę. Czas jej szybciej leciał. Ostatecznie przenieśli ją do Urzędu Celnego w Ostrawie - wspomina Zbigniew Klimek z Łazisk, późniejszy kierownik budowy nowego przejścia granicznego.
Rozpad Czechosłowacji
Formalnie państwo Czechosłowackie przestało istnieć 1 stycznia 1993 r. W jego miejsce powstała Republika Czeska i Republika Słowacka. Ten podział nazywa się często „aksamitnym rozwodem”, odbył się bowiem pokojowo, bez rozlewu krwi. Decyzję o rozdzieleniu podjęli politycy po wyborach w 1992 r. (po stronie czeskiej Václav Klaus, po słowackiej Vladimír Mečiar) i doprowadzono do tego ustawą konstytucyjną, która wygasiła federację z końcem 1992 roku. W tym czasie pojawiła się informacja o planach utworzenia ogólnodostępnego przejścia paszportowego w Gołkowicach. Pomysł spotkał się z mieszanymi reakcjami mieszkańców, którzy obawiali się zwiększonego ruchu samochodowego i zagrożeń związanych z ruchem granicznym. Strona czeska wskazywała, że przejście w Bohuminie-Chałupkach jest przepełnione, a otwarcie nowych przejść - w tym Gołkowice-Zavada - ułatwiłoby ruch podróżnych. Stąd inicjatywa wprowadzenia tutaj ruchu samochodowego. Stanowisko strony polskiej było podobne.
Uchwała Rady Gminy w Godowie z 20 grudnia 1991 r. dotycząca zadań z zakresu administracji rządowej mówi o przejęciu w zarząd nieruchomości wraz z obiektami i urządzeniami stanowiącymi wyposażenie drogowego przejścia granicznego w Gołkowicach. Zawarto także porozumienie z Wojewodą Katowickim w sprawie ich utrzymania. Zadania przekazane gminie obejmowały m.in. remont budynków, doprowadzenie wody oraz wykup gruntów pod zabudowę i parkingi. W międzyczasie rozpoczęto prace budowlane, m.in. budowę wodociągu do granicy oraz podłączenie budynków polskich i czechosłowackich służb celnych. Rok 1992 był czasem intensywnych rozmów i ustaleń dotyczących modernizacji przejścia granicznego. Spotkania i rozmowy samorządowców po obu stronach granicy były codziennością. Uczestniczyli w nich także przedstawiciele służb celnych i straży granicznej. Zdecydowano o zabudowie przejścia według koncepcji opracowanej przez cieszyński „Dromex”. Wybrano tzw. koncepcję kontenerową. Przewidywała ona postawienie obok istniejącego budynku celnego kilku kontenerów, w których znalazłyby się pomieszczenia polskich i czechosłowackich służb granicznych. Obok kontenerów usytuowany byłby parking samochodowy. Kontrola paszportowo-celna odbywałaby się pod istniejącą tam wiatą.
Konkretne zmiany dotyczyły także mieszkańców. Po powstaniu Straży Granicznej (która została sformowana w 1991 r. w miejsce Wojsk Ochrony Pogranicza) Wojewódzkie Biuro Paszportów w Katowicach przekazało gminie Godów uprawnienia do wydawania jednorazowych przepustek. Dzięki temu mieszkańcy zameldowani na stałe w gminie Godów mogli otrzymać jednorazową przepustkę bez konieczności wyjazdu do Wodzisławia i oczekiwania w kolejkach. Rozmowy międzynarodowe dotyczyły także rozbudowy dróg po obu stronach granicy. W 1995 roku mówiło się m.in. o budowie „trójpasmówki”, która pozwoli rozładować wzmożony ruch samochodowy. Prezydent Jastrzębia-Zdroju, Janusz Ogiegło, wyszedł z propozycją uruchomienia specjalnej linii PKM na trasie Jastrzębie-Gołkowice-Karwina. Niestety prace drogowe stały w miejscu, szczególnie po czeskiej stronie granicy (wybudowanie nowej drogi, jej podniesienie i wyrównanie nastąpiło dopiero pod koniec 2025 roku).
W lutym 1996 roku, po zawarciu nowych umów między Polską a Czechami, przejście zostało ponownie uruchomione jako przejście małego ruchu granicznego. Było ono przeznaczone wyłącznie dla osób zameldowanych w gminach przygranicznych, które mogły przekraczać granicę na podstawie przepustki lub dowodu osobistego z odpowiednią wkładką. Ruch odbywał się pieszo, rowerem, motocyklem lub transportem rolniczym.
Nowy obiekt z nadzieją na pełne otwarcie
Rozmowy na temat modernizacji przejścia ciągle trwały. W czerwcu 1996 roku gośćmi prezydenta Jastrzębia-Zdroju Janusza Ogiegły byli Konsul Generalny Rzeczpospolitej Polskiej w Ostrawie Bernard Błaszczyk oraz Jaroslav Byrtus - Konsul Generalny Republiki Czeskiej w Katowicach. Czeski konsul zwrócił uwagę, iż przejścia w ramach małego ruchu granicznego są w pewnym sensie dyskryminacją obywateli mieszkających w głębi kraju. Nie można bowiem z nich korzystać na podstawie paszportu. Podobnego zdania był jego odpowiednik po stronie polskiej, Bernard Błaszczyk. Uważał, że połowa 1998 roku to realny termin otwarcia przejścia Gołkowice-Zavada jako przejścia paszportowego.
Plany były ambitne i wykraczały poza koncepcję ustawienia na przejściu kontenerów. Mówiono o stworzeniu odpowiednich pomieszczeń dla pracowników obsługujących przejście, budowie magazynu depozytowego, pomieszczenia rewizyjnego oraz małej oczyszczalni ścieków. 30 lipca 1996 roku odbył się przetarg na nadzór inwestorski zadania. Inspektorem robót budowlanych został Zbigniew Klimek, robót sanitarnych Mieczysław Żabicki, a robót elektrycznych Marian Fryz. W drugim półroczu 1996 roku rozpoczęto prace budowalne. Wykonano niwelację terenu, wykop oraz uzbrojenie ław fundamentowych pod budynek główny. Do końca 1996 roku ściany sięgnęły wysokości stropu. Wytyczono budynki towarzyszące. Dodatkowo przełożono czeską linię telefoniczną oraz linię polskiej Straży Granicznej.
Budowę wstrzymała powódź, która nawiedziła południe kraju w lipcu 1997 roku. Przejście graniczne znalazło się w strefie bardzo silnych zalewów doliny Olzy. Region wokół Wodzisławia Śląskiego i Karwiny był jednym z najbardziej zagrożonych w południowej Polsce i północnych Morawach. Żywioł niszczył wszystko, co spotkał na swojej drodze. Uszkodzona została nawierzchnia drogi dojazdowej, naruszone było odwodnienie i umocnienia skarp, konieczne były prace naprawcze przy infrastrukturze technicznej. Dodatkowo wysoki stan Odry powodował cofkę w dolnych odcinkach Olzy, co pogarszało sytuację w rejonie granicy. Budynki przejścia nie zostały zalane, mimo że graniczna rzeka Piotrówka wystąpiła z brzegów. Okazało się, że obiekty zostały dobrze zaprojektowane, a powódź stała się dla nich swoistym egzaminem. Przejście graniczne Gołkowice-Zavada ciągle funkcjonowało. Początkowo planowano jego czasowe zamknięcie w sierpniu, bezpośrednio po przejściu fali powodziowej. Takiej decyzji nie podjęto ze względu na trudną sytuację na przejściu w Chałupkach. Zdecydowano, aby w Gołkowicach nie robić żadnej przerwy, co ułatwi mieszkańcom terenów przygranicznych swobodne przekraczanie granicy.
W tym czasie roboty budowalne kontynuowano. - Technologia budowy była prosta, dlatego też i wykonawstwo przebiegało sprawnie. Powstał obiekt piętrowy z garażami i infrastrukturą towarzyszącą. Najwięcej problemów mieliśmy z oczyszczalnią ścieków. Odprowadzenie nieczystości jedynie z nowego budynku nie wchodziło w grę. Zasilanie oczyszczalni było zbyt słabe. Należało podłączyć sąsiednie budynki - mówi Zbigniew Klimek, kierownik budowy ze strony Urzędu Gminy w Godowie.
Na początku 1998 roku roboty budowalne zostały zakończone. Straż graniczna oraz służby celne sprawdziły pomieszczenia. Pozostało ich wyposażenie w meble, telefony, sieć komputerową oraz specjalistyczny sprzęt niezbędny dla służb granicznych (np. bramki radiometryczne). Oficjalne otwarcie nastąpiło 1 sierpnia 1998 roku. W budynku wzniesionym za 35 mln zł (głównie fundusze powodziowe) znajduje się 30 pomieszczeń, w tym gabinet, sala konferencyjna, pięć garaży, kilka łazienek oraz magazyn. Całość zajmowała 722 metry kwadratowe. Z rozbudowanego obiektu korzystali również czescy celnicy. Mieli tu szatnię, a ich komputery były podłączone do sieci informatycznej założonej przez stronę polską. Mimo to przejście nie otrzymało wyższego statusu. Jednym z warunków podniesienia rangi przejścia była przebudowa drogi po stronie czeskiej, która była zbyt wąska. Inwestycja ta nigdy nie została w pełni zrealizowana. Niestety nadzieje na pełne otwarcie spełzły na niczym. Przejście w Gołkowicach odgrywało marginalną rolę w ruchu granicznym.
Podniesienie szlabanów
W marcu 2007 roku przejście zyskało status ogólnodostępnego drogowego przejścia granicznego. Od tego momentu każdy posiadacz paszportu (lub dowodu osobistego po wejściu do UE) mógł przedostać się na drugą stronę.
21 grudnia 2007 r. - zaledwie kilka miesięcy po pełnym otwarciu - przejście zostało formalnie zlikwidowane w związku z przystąpieniem Polski i Czech do Strefy Schengen. Od tego momentu granicę można przekraczać swobodnie, bez żadnych kontroli. Otwarcie granicy było wielkim wydarzeniem. Z tej okazji zorganizowano tutaj imprezę pod hasłem „Szlaban w górę - Sylwester na miedzy”. Organizatorzy przygotowali ciekawy program artystyczny, a uczestnicy mogli liczyć na specjalny, bezpłatny transport autobusowy. W marcu 2020 r., ze względu na pandemię koronawirusa SARS-CoV-2, Polska w ramach ograniczeń epidemicznych przywróciła kontrole graniczne i wiele lokalnych przejść zostało czasowo zamkniętych lub zablokowanych. Dotyczyło to także przejścia granicznego w Gołkowicach. Ograniczenia trwały kilka miesięcy (z różnymi etapami luzowania w 2020 i 2021 r.). Przejazd przez granicę w tym miejscu bywa czasem blokowany w czasie powodzi, kiedy wylewająca po czeskiej stronie rzeka Piotrówka odcina możliwość przejazdu. Tak było m.in. podczas powodzi we wrześniu 2024 r.
Międzynarodowa współpraca
Na przestrzeni dziesięcioleci granica dzieliła oba państwa, a zasady jej przekraczania ulegały zmianie. Nie przeszkodziło to w kontynuowaniu, a nawet rozwijaniu współpracy międzynarodowej. W okresie powojennym, mimo iż zarówno Czechosłowacja, jak i Polska należały do bloku wschodniego, podejmowanie wspólnych działań nie było łatwe. Imprezy kulturalne czy sportowe do priorytetów nie należały. Zdecydowanie ważniejsze były odwiedziny i ewentualny handel, zdobycie i wymiana produktów. Istniały jednak kulturalne, społeczne czy sportowe działania inspirowane przez przywódców obu państw. Przykładem jest wyścig kolarski na trasie Wodzisław Śląski - Karwina. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń na pograniczu polsko-czeskim. Organizowano go od 1970 roku, a przez lata stał się symbolem współpracy transgranicznej i sportowej rywalizacji. Zawodnicy tradycyjnie przejeżdżali przez przejście graniczne w Gołkowicach. Zawody były organizowane do 1991 roku.
Od tego czasu współpraca przy granicy dynamicznie się rozwijała, na co zwrócił uwagę m.in. Jaroslav Byrtus - ówczesny Konsul Generalny Republiki Czeskiej w Katowicach. - W latach powojennych rolę nośnika kultury spełniał misjonarz i handlowiec. Teraz otwarto pole działania dla młodzieży, zespołów folklorystycznych i drużyn sportowych - powtarzał konsul. Tak też się stało. Organizowano wspólne imprezy kulturalne i sportowe. W szkołach gminy Godów ruszyły międzynarodowe rozgrywki szachowe, mecze piłki nożnej oraz zawody biegowe. Zorganizowano ponadto wyścig kolarski, a także wspólne ćwiczenia drużyn strażackich. W zakres współpracy wpisano także turystykę, wypoczynek, promocję biznesu oraz współpracę między organizacjami i stowarzyszeniami. Działania te przeniosły się na szczebel samorządu. Współpracę przypieczętowano podpisaniem konkretnych porozumień o partnerstwie. Najpierw gminy Godów z Karwiną (1995 rok), a kilka lat później z czeską gminą Dolní Lutyně (2003 rok). Podobne działania podjął samorząd Jastrzębia-Zdroju. Pogłębiono współpracę z czeskim Hawirzowem i Karwiną. Od roku 1995 oba miasta oficjalnie stały się miastami partnerskimi Jastrzębia-Zdroju.
Ważnym podmiotem napędzającym współpracę na granicy był i jest Euroregion Śląsk Cieszyński, który ułatwia rozwój współpracy gospodarczej i kulturalnej, wspiera gminy w realizacji wspólnych projektów infrastrukturalnych i sprzyja integracji mieszkańców po obu stronach granicy. Bardzo ważnym zadaniem jest wsparcie samorządów w pozyskiwaniu środków z funduszy unijnych. Chodzi nie tylko o zadania miękkie służące współpracy kulturalnej, sportowej czy społecznej, ale także o zadania inwestycyjne, które pojawiają się na pograniczu.
Podsumowanie
Przejście graniczne w Gołkowicach-Zavadzie długo nie miało stałej formy. W pierwszym okresie po II wojnie granicę przekraczano chaotycznie i często nielegalnie. Z czasem była coraz mocniej kontrolowana, a przedostanie się na drugą stronę bez przepustki było niemożliwe. Otrzymywali ją mieszkańcy strefy przygranicznej, udając się na uroczystości rodzinne po drugiej stronie, czy jadąc na pole, które w wyniku decyzji politycznych zostało podzielone na dwie części. Rozluźnienie powiało dopiero po 1990 roku. Już wówczas tliła się nadzieja na swobodę i rozwój kontaktów rodzinnych, a także ogólnospołecznych. Częściej występowały wspólne, międzynarodowe inicjatywy. Szansą na rozwój były programy przedakcesyjne aż do roku 2004 roku (wejście Polski i Czech do Unii Europejskiej). Od tego czasu rozpoczął się nowy etap współpracy, przypieczętowany otwarciem granic w 2007 roku (Strefa Schengen). Niestety problem pełnej swobody komunikacyjnej pozostał. Niestety kategoria drogi po stronie czeskiej, mimo remontu, nie uległa zmianie. Do dzisiaj granicy nie mogą przekraczać pojazdy o masie całkowitej powyżej 3,5 tony.